“Musimy nieco pozmieniać nasze plany” – koordynator #ARRMY, Kuba “Kubik” Kubiak

Obecna sytuacja odgrywa ważną rolę w wielu dziedzinach światowego rynku. Esport, choć od wielu lat jest na fali wznoszącej, teraz być może zyskuje jeszcze więcej. Jednak każdy medal ma dwie strony. Odwołane wydarzenia esportowe oraz zahamowany rozwój wielu ważnych projektów, dają nam wiele do myślenia. O #ARRMY szczerze porozmawiał z nami Kuba “Kubik” Kubiak. Opowiedział nam o obecnej rzeczywistości, z która musi się zmierzyć będąc jednym z organizatorów. Przed nami trzeci etap, jednak w kontekście projektu pojawia się wiele pytań. Czy powstanie szósty etap? Czy odbędą się etapy lanowe? Czy jest możliwość dokończenia #ARRMY w formacie online? Na te pytania znajdziecie odpowiedź w poniższym tekście.

Obecny stan projektu oraz selekcja zawodników

– W jakim momencie projektu #ARRMY aktualnie się znajdujemy?
– Przed nami trzeci etap, który według planu zaczął się we wtorek, 21 kwietnia. Mamy za sobą mecze dogrywkowe, których rozegranie zajęło nam kilka tygodni. Staraliśmy się poprzez nie wyselekcjonować najlepszych graczy i dać szansę tym, którzy wypadli naprawdę dobrze. W tym momencie liczba uczestników wynosi 290.

– W jaki sposób wybieracie tych najlepszych zawodników?
– O tym, czy ktoś przeszedł do kolejnej części projektu, decyduje jego konsekwencja. Jeżeli rekrut, po ówczesnym poinformowaniu go o błędach, wykazuje progres, z czystym sercem dajemy mu przepustkę do następnego etapu. Jeśli zaś nie zauważamy lepszej postawy, niestety kończy on swój udział w projekcie.

– Przed wami najtrudniejszy okres?
– Myślałem, że właśnie od tego etapu zaczniemy działać prężniej. Moje początkowe przypuszczenia zakładały, że cały projekt będzie zawierał w sobie pięciuset aktywnych uczestników. Ostatecznie liczba rekrutów czynnie biorących udział wyniosła około siedmiuset. Jest to całkiem dobry wynik, zważywszy na blisko tysiąc osób zapisanych do projektu. Jednakże kilka spraw organizacyjnych może się przez to nieco zmienić.

– Czyli czwarty etap będzie tym decydującym?
– Wtedy rozpoczną się najtrudniejsze zmagania. Wówczas każdy będzie miał realne szanse na awans. W obecnej części projektu jest jeszcze kilka osób, którym chcieliśmy dać możliwość pokazania się. Udowodnili, że bardzo dobrze się uczą i niezwykle szybko wprowadzają poprawki do swojej gry. Mimo, że wstępnie nie prezentowali umiejętności, których wymagaliśmy, ostatecznie daliśmy im szansę.

– Jaki będzie trzeci etap pod względem umiejętności zawodników?
– Na pewno będą spore wahania pomiędzy najlepszą pięćdziesiątką graczy, a najgorszą pięćdziesiątką. Jednak średnia umiejętności graczy na pewno będzie mocno wyrównana.

– Zaskoczył Cię wysoki poziom gry uczestników?
– Myślałem, że więcej osób odpadnie w pierwszych fazach projektu. Wielu z rekrutów posiadało podstawowe umiejętności strzeleckie i drużynowe, których wymagaliśmy przy awansie do drugiego etapu. To pokazuje świadomość i pracę osób zaangażowanych w rozwój Counter Strike’a, nawet na najniższych szczeblach. Wiele z tych zręczności młodzi adepci uzyskują podczas oglądania znanych streamerów. Zazwyczaj są to obecni i byli profesjonalni gracze. Te osoby, przekazują bardzo potrzebną wiedzę, aby każdy, nawet ‘niedzielny” gracz, był na całkiem dobrym poziomie.

ESEA Advanced i problemy z formowaniem składów

– Na co mogą liczyć zawodnicy występujący w drużynie miesiąca?
– Każda drużyna miesiąca ma swojego opiekuna odpowiedzialnego za rozwój ekipy. Kształcenie pod okiem naszych trenerów daje im wiele plusów pod względem rozwoju. Każdy z graczy z teamu miesiąca może zostać powołany do kadry występującej w lidze ESEA Advanced, gdzie będą mieli okazję mierzyć się bardzo mocnymi ekipami

– Jak zareagowaliście na przekazanie Wam slota w lidze ESEA Advanced od Illuminar Gaming?
– Bardzo się ucieszyliśmy. To niesamowite, że IHG, całkowicie za darmo, podarowało nam miejsce w tej lidze. Daje to możliwość “ogrywania się” młodym zawodnikom i poznania przez nich sposobu gry na nieco wyższym, oficjalnym poziomie. Jest to trzecia najwyższa liga ESEA, więc dla nas to ogromne wyróżnienie i docenienie naszych działań. IHG testowało również kilku naszych rekrutów i ukazało tym samym pozytywne relacje na polskiej scenie, dusząc złą konkurencję w zarodku.

– Czy składy w drużynach tygodnia i miesiąca ulegają zmianie?
– Wspomniane ekipy mają stałe, niezmienne składy, które grają ze sobą nawet przez wiele tygodni. Czasem potrzebne są zmiany i w takich momentach potrzebny jest trener, który spotykając się z zawodnikami, wyjaśnia sytuację i radzi sobie z wewnętrznymi problemami. Miewałem dni, podczas których musiałem kilka razy pomóc moim kolegom przy rozmowach z drużynami. Często były to problemy natury komunikacyjnej, ponieważ połączenie losowych graczy w jedność, sprawia czasem wiele trudności.

– W czym taka trudność się uwidacznia?
– Dla mnie największą tajemnicą jest łączenie charakterów, które bywają nadzwyczaj różne. Aspekty psychologiczne ujawniają się wówczas, kiedy dany zespół rozegra ze sobą kilka spotkań. Jeśli chodzi o umiejętności trenerskie, rozwiązywanie wewnętrznych problemów drużyny to bardzo ważna kwestia.

Praca asystentów i trenerów

– Współpracujecie z asystentami od dłuższego czasu. Jak to wygląda wewnątrz?
– Asystent, ma być osobą, która w momencie potencjalnego zwiększenia projektu #ARRMY, będzie gotowa na objęcie stanowiska trenera. Chcemy, by po kilku tygodniach, była ona w pełni odpowiedzialna za siebie i swoich adeptów. Istnieje wiele sytuacji, kiedy taka umiejętność jest niezwykle potrzebna. Nie raz potrzebowaliśmy ich pomocy w najmniej spodziewanym momencie, np. przy prowadzeniu treningu. Pewnego dnia, jeden z głównych trenerów poinformował o swojej nieobecności dwie godziny przed spotkaniem. Wtedy dwóch asystentów weszło na serwer i wykonało to, co do nich należało. Sprawdzili się w tym bardzo dobrze.

– Kiedy asystent stanie się trenerem?

– Aby pełnić funkcję szkoleniowca, muszą być w stanie samemu przeprowadzić działania projektowe, czyli cały dzień meczowy. Aktualnie ich zadaniem jest przypatrywanie się pracy głównych trenerów i stopniowe wdrażanie się w działania inicjatywy. Coraz częściej moim zadaniem jest tylko słuchanie i obserwowanie dnia treningowego. Asystent natomiast stara się realizować wszystko sam – załatwia sprawy organizacyjne, przeprowadza rozmowy pomeczowe, sporządza notatki, przekazuje istotne uwagi i wydaje werdykty zawodnikom. To ostatnie sprawia według mnie największą trudność.

– Nawet będąc doświadczonym trenerem, jest to jedne z trudniejszych zadań?
– Prowadząc trzy lata temu projekt Akademii Pride, również podejmowałem wiele ciężkich decyzji. Nie potrafiłem przekazać tej smutnej wiadomości młodemu, ambitnemu zawodnikowi, który mimo starań, nie spełnił wymogów zapewniających awans do kolejnego etapu. Ocenianie kogoś i mówienie tego wprost, nie jest łatwe. Zawsze staram się wytłumaczyć moją decyzję, co nieco ułatwia odbiór.

#ARRMY w konfrontacji z Akademią Pride

– Czy #ARRMY zajmuje Ci aktualnie najwięcej czasu w zawodowym życiu?
– Zdecydowanie. W teorii projekt trwa codziennie, od godziny 18 do 23. Wszystkie kwestie organizacyjne i przygotowania przed spotkaniami zaczynają się nieco wcześniej. Jestem koordynatorem projektu i nie chcę zostawiać swoich pomocników w trudnych momentach. Staram się służyć poradą i doświadczeniem, przychodzę na treningi i dołączam do rozmów, jeżeli tylko mam możliwość. Aktualny stan otaczającej nas rzeczywistości pomaga mi w takim rozwiązaniu. Jednak kiedy wszystko wróci do normy, będę chciał nieco zwolnić z moimi dodatkowymi zadaniami. Zachowam większy balans między sprawami prywatnymi, a służbowymi.

– Jesteś doświadczonym trenerem i widziałeś już naprawdę wiele. Czy podczas projektu #ARRMY spotkało Cię coś, czego wcześniej nie widziałeś?
– Pierwszy raz mam do dyspozycji trenerów, którzy pomagają w mojej pracy. W poprzednim projekcie wszystkie sprawy szkoleniowe spoczywały na mojej głowie. #ARRMY wygląda o niebo lepiej pod kątem CSowego kształcenia i korygowania błędów. Daje to również sygnał, że nasza inicjatywa rozwija nie tylko zawodników, ale i szkoleniowców. 

– Czy obie inicjatywy znacząco się różnią?
– Tak, zwłaszcza pod kątem organizacyjnym. W poprzednim projekcie miałem do pomocy grupę moich znajomych, których poznałem podczas moich streamów. Nie ukrywam, że korzystałem z ich cennej dobroci. Sporo czasu poświęcałem na przygotowania przedmeczowe, oni zaś zajmowali się “czystością” w dokumentacji. Pomagali mi całkowicie za darmo i serdecznie im za to dziękuję. Tutaj również mamy kilku wolontariuszy, jednak za wiele istotnych aspektów odpowiedzialny jest sztab zatrudnionych osób.

– Do projektu #ARRMY zabrałeś swojego kolegę, Bartłomieja “BGG” Gawlasa.
– Zgadza się. Od pierwszego etapu Akademii Pride zauważyłem w nim coś ciekawego. Był to zawodnik mało doświadczony, ale posiadał ogromną wiedzę na pozycji In-Game Leadera. IGL zazwyczaj jest starszy od reszty kolegów – on był wyjątkiem. Wraz z rozwojem projektu, awansował do głównego składu Pride Talent Academy. Od początku ukazywał chęć w tłumaczeniu zagrań swoim kolegom. Miał łatwość w przekazywaniu wiedzy, poświęcał na to dużo czasu. Kiedy powstał pomysł #ARRMY, pomyślałem o nim i odezwałem się z propozycją trenerską. Powiedział mi wtedy, że jest to dobry moment, na spróbowanie czegoś nowego. Współpracuję z nim już kilka lat i nie mogę na nic narzekać. Jest on wielkim profesjonalistą.

Podejście zawodników i twarde charaktery

– Z jakim podejściem zawodników się tutaj spotykasz? Jest ono profesjonalne, pełne zapału i staranności?
– W poprzednich inicjatywach nie budowałem niczego na wzór drużyn tygodnia i miesiąca. Jest to kwestia, która czasem źle oddziałuje na graczy, tworzy u niektórych złą rywalizację. Osoba z trudnym charakterem jest w stanie zakamuflować się ze swoimi prawdziwym “ja”. Gracz, który podczas jednego meczu i w trakcie rozmów pomeczowych, zdaje się być w porządku, po rozegraniu kilku spotkań w jednej drużynie, pokazuje, jaką osobowość ma naprawdę. Okazuje się być kłótliwy, nie darzy szacunkiem swoich kolegów. Jednak podczas rozmowy z trenerami stara się być potulny i dobry. Nie spotkałem się wcześniej z takimi problemami z zachowaniem u młodych zawodników. Być może dlatego, że nie prowadziłem dotychczas tak bardzo zorganizowanego projektu. Mimo wszystko działamy bardzo prężnie, aby pomóc im takie błędy zniwelować, informując przy okazji, jakie są konsekwencje owych działań.

– Jakie są więc konsekwencje?
– Wyobraźmy sobie sytuację, że na polskiej scenie budowana jest bardzo dobra drużyna. Szuka ona ostatniego gracza do wypełnienia młodego, utalentowanego składu. Okazuje się, że jedną z tych czterech osób jest wasz był kolega z zespołu, z którym pokłóciliście się kilka lat temu i byliście w stosunku niego bardzo niemili. Możliwe, że to, co stało się w tamtym czasie, właśnie teraz spotka się z konsekwencjami. Dana osoba wie, iż nie jesteśmy najlepszą propozycją na dopełnienie teamu. Mówiąc językiem potocznym, byliśmy “toxicami”. Właśnie przez nasze błędne zachowanie i problematyczny charakter, możemy stracić szansę na grę w super ekipie. Dużo ludzi patrzy na takie opinie. Pamiętajmy, że niektóre wybryki ciągną się za nami długimi latami.

– Udaje Wam się walczyć z taką postawą? Byliście świadkami “magicznej” przemiany zawodnika?
– Nie wiem, na ile takie przemiany są “magiczne”. Być może jest to dobre pierwsze wrażenie, które zawodnicy próbują na nas wywrzeć. Być może wewnątrz wciąż są tymi samymi osobami. Myślę, że takich przemian odbyło się kilkanaście. Biorąc pod uwagę, jakie mamy możliwości monitorowania graczy, widzimy w ich zachowaniu znaczną poprawę.

Półmetek projektu i format online

– Można uznać, że jesteście już na półmetku projektu #ARRMY?
– W projekcie mamy już dużo mniej zawodników i zbliżamy się coraz szybciej do końca inicjatywy. W teorii, każdy kolejny etap powinien trwać dwa razy krócej od poprzedniego. Na pewno zmieni się częstotliwość rozgrywanych meczów. Dotychczas niektóre osoby musiały czekać na swoją kolej kilka miesięcy. Obecnie przy liczbie zawodników i odstępie czasu między spotkaniami, gracze na mecz będą czekać zdecydowanie krócej.

– Jak długo trwać będzie trzeci etap?
– Kwestie planowania rozbiła pandemia koronawirusa. Według założonego wcześniej planu, okres czwartego etapu powinien być rozgrywany offline. Teraz już wiemy, że tak się nie stanie. Nie tylko ze względu na obecna sytuację, ale również przez dużą liczbę graczy, która była dla nas niemałym zaskoczeniem. Być może uruchomimy nowy extra etap i projekt będzie zawierał w sobie sześć części, a nie pięć, jak zakładano. Wstępnie myśleliśmy nad zakończeniem #ARRMY z początkiem wakacji. Teraz jest to wielka niewiadoma. Nie wiemy przecież, czy wakacje w ogóle się odbędą.

– Różnica między rozgrywkami przez internet, a w formacie lanowym, jest zauważalna?
– Chcemy naszych graczy oglądać jak najczęściej w warunkach lanowych. Piracka Tortuga, zlokalizowana w Szczecinie, jest w pełni do tego przystosowana. Mamy zamiar sprawdzić ich umiejętności pod presją, a także w nowym, nieznanym środowisku. Z uwagi na znaną nam rzeczywistość, musimy nieco pozmieniać nasze plany.

– Kiedy zaczynają się prawdziwe “schody” dla organizatorów?
– Schody zaczęłyby się podczas rozgrywania etapów lanowych. W tym momencie prowadzimy projekt w nieco ułatwiony sposób. Dostęp do poszczególnych zawodników jest naprawdę prosty. Kiedy mamy zamiar spotkać się teamowo, piszę do nich i w ciągu kilku chwil wszyscy są na serwerze. W rzeczywistości nie ma szybkich rozwiązań na zdarzenia losowe. Kiedy ktoś odmówiłby uczestnictwa w bootcampie na dzień przed wydarzeniem, szybka reakcja w wielu przypadkach nie uratowałaby sytuacji.

– Czy istnieją inne problemy przy organizacji takich przedsięwzięć?
– Nie mamy do czynienia z profesjonalistami, którzy kilka razy w roku jeżdżą na turnieje. Organizujemy wyjazdy nawet dla kilkudziesięciu osób, którzy w dużej mierze nie mieli nigdy styczności z grą poza domem. To będzie dla nas prawdziwe wyzwanie.

– Kiedy uczestnicy odczują największą presję?
– Prawdziwy test czeka na nich w czwartym i piątym etapie. Wówczas, nawet osoby grające wybitnie, mogą odpaść po gorzej zagranych spotkaniach, bądź wydarzeniach niezwiązanych stricte z CSem.

– Bierzecie pod uwagę możliwość rozgrywania turnieju w warunkach online do samego końca?
– Jeśli będzie trzeba w ten sposób postąpić, tak też zrobimy. Projekt jest w pełni przystosowany pod funkcjonowanie w warunkach online. Temat rozgrywek lanowych skupia się wokół kontaktu z rodzicami nieletnich uczestników. Mamy już za sobą wyjazdy na turniej offline oraz bootcamp. Dzięki temu zdołałem już poznać wielu opiekunów i z nimi porozmawiać. Zdarzyły się jednak przypadki, kiedy nie pozwalali oni swoim pociechom wyjeżdżać na zgrupowanie. Po zakończeniu kwarantanny takowy problem może być jeszcze bardziej zauważalny, ponieważ rodzice będą mocniej przewrażliwieni. Jeśli dany zawodnik nie uzyska zgody na wyjazd na nasz wewnętrzny turniej, podczas którego ocenimy jego umiejętności, solidnie zastanowimy się nad inwestycją w takiego gracza. Na pewno będziemy starali się rozmawiać i wyjaśnić sytuację, aby umożliwić mu przyjazd do Tortugi. Okażemy wówczas niezbędne dokumenty, świadczące o profesjonalizmie projektu.

– Spotykasz niezłomne charaktery wśród rodziców?
– Niektórzy z nich są naprawdę “twardzi”. Raz spotkałem utalentowanego chłopaka, który miał dość słaby sprzęt. Zamiast sprzedawać mój stary komputer, który technicznie był całkiem dobry, chciałem mu go podarować. Niestety ojciec chłopaka kategorycznie tego zabronił, mówiąc, że jego syn powinien skupić się wyłącznie na nauce. Jeśli więc nie ma zgody od opiekuna, trudno myśleć o owocnej współpracy z takim zawodnikiem.

Plany i nadzieje

– W projekcie pojawiło się wielu utalentowanych graczy z podziemia. Ile drużyn macie w planach ukształtować?
– Wstępnie myślimy nad złożeniem dwóch ekip, ale ich liczba może się zmienić. Chcemy wyłonić tyle mocnych składów, na ile będzie to możliwe pod kątem organizacyjnym i finansowym. Przez aktualną sytuację związaną z koronawirusem, nie jesteśmy w stanie niczego zaplanować.

– Do czego dążycie w projekcie? Czy ostateczna piątka będzie w stanie walczyć na polskiej scenie jak równy z równym?
– Trochę czasu minie, zanim ukształtujemy najlepszą piątkę. Będzie to drużyna złożona głównie z mało doświadczonych graczy. Pamiętajmy, że na najwyższym poziomie, najbardziej liczy się głowa. Kluczem jest pewność w podejmowaniu decyzji, która w związku z rosnącą presją, może słabnąć. Wraz z rozgrywaniem kolejnych meczów, te umiejętności będą się polepszać. Głównymi celami projektu jest poprawa jakości gry zawodników na poziomie średnio-profesjonalnym, polepszenie kultury i komunikacji między graczami. Chcemy im również pomóc we wprowadzeniu na profesjonalną scenę i ułatwić im znalezienie potencjalnej drużyny. Liczymy, że nasze działania osiągną upragniony sukces.