Karol Suchecki – diamentowy głos gamingu

Niewielu jest ludzi, którzy swoim głosem potrafią oczarować tłumy. Jeszcze mniej takich, którzy starają się to robić profesjonalnie i każdego dnia pracują nad tym, aby być jeszcze lepszym. Jedną z takich osób jest Karol “Kasar” Suchecki. Prywatnie student informatyki oraz pracownik IT, a po godzinach bestia gier komputerowych. Obeznany z wieloma tytułami – komentator do wynajęcia od zaraz. Skusisz się?

Co to znaczy być dla Ciebie komentatorem gier esportowych?
Karol: Dla mnie jest to przede wszystkim świetna zabawa. Jest to moja pasja oraz część mojego życia. Od zawsze wszyscy mówili mi, że mam “gadane” i dopiero w teraz mogę to w pełni przedstawić. (śmiech)

Sporo mówi się o zawodach przyszłości – w tym m.in. o YouTuberach czy właśnie komentatorach. Czy da się na tym zarobić tyle, aby móc z tego żyć?
Karol: Trudno powiedzieć. Osoby, które komentują na pełny etat z pewnością są w stanie z tego wyżyć. Ciężko mi określić jakie mają stawki, ale z pewnością mogą łączyć przyjemne z pożytecznym. Jeżeli komentowałbym tyle co np. Michał “Avahir” Kudliński czy Maciej “Morgen” Żuchowski to sądzę, że bez problemu byłbym w stanie utrzymać się z komentowania. Zarobki zależne są głównie od rangi turnieju oraz czasu potrzebnego na skomentowanie rozgrywek. Ja jednak traktuję to jako pasję oraz dodatek do głównej pensji z codziennej pracy.

Jak przygotowujesz się do pracy komentatora?
Karol: Śpiewam od 11 lat, wiec rozgrzewka pod względem głosu nie jest mi obca. Jeżeli nie znam drużyn, które komentuję to staram się zrobić tzw. “research” – znaleźć ciekawostki, poprawną wymowę pseudonimów zawodników i inne przydatne informacje, które mogę wykorzystać podczas transmisji.

Czym różni się komentowanie meczy na żywo od komentowania spotkań w domu?
Karol: Jeżeli komentuje się w duecie to zdecydowanie ładniej komunikować się z drugą osobą, która fizycznie siedzi obok Ciebie. Łatwiej przekazać emocje i wszystkie swoje odczucia związane z daną rozgrywką. Przez Internet zdecydowanie trudniej o dodatkowe, niewerbalne formy kontaktu.

Czy jest coś takiego jak różnica w komentowaniu ze względu na rodzaj gry? Na przykład czy jak komentujesz League of Legends to jest to bardzo odmienne od relacjonowania rozgrywki Fortnite? Na czym polega główna różnica?
Karol: Główna różnica to… dwa odmienne gatunki gier. Komentowanie Dota 2 i League of Legends jest o tyle podobne, że mechanika obu gier jest praktycznie identyczna. Jest określona pula postaci, umiejętności, przedmioty oraz mapa podzielona na trzy linie. Istnieje oczywiście sporo indywidualnych różnic, ale główny zarys jest bardzo podobny. Jeżeli natomiast dostaje się do komentowania grę taką jak Fortnite czy CS:GO to trzeba skoncentrować się na zupełnie innych elementach gry. Przykładowo w League of Legends między walkami trzeba opowiadać o grze, o formie zawodników w ostatnich spotkaniach czy przywoływać najważniejsze wydarzenia ze świata gry, aby przyśpieszyć z komentarzem podczas intensywnych akcji. W FPSach ten czas na opowiadanie jest krótszy, bo same gry są o wiele bardziej intensywne – trzeba relacjonować zdecydowanie więcej elementów z bieżącej gry.

Twoja ulubiona gra do komentowania to…? A czego nie lubisz komentować?
Karol: Początek mojej kariery komentatorskiej jest ściśle związany z League of Legends. Jestem przekonany, że to jest ta gra, której komentowanie dostarcza mi najwięcej radości. Przerzuciłem się z komentowania LoL’a na CS:GO i czuję, że to nie do końca ten kierunek. Ewidentnie czegoś mi brakuje. Okazjonalnie komentuję też zmagania Rocket League i to również jest świetna zabawa. Z kolei za czym nie przepadam? Z pewnością nie lubię komentować bez odpowiedniego przygotowania, w tym gier czy tytułów, których po prostu nie znam. Mimo wszystko nie podejmuję się komentowania gier, których nie znam, więc problem ten u mnie nie występuje. (śmiech)

Jaki wynosi rekord Karola – ile osób jednocześnie śledziło Twoją transmisję z komentarzem?
Karol: Rekord… Najwięcej moją transmisję śledziło około 16 000 osób. Kto wie, może kiedyś razem z Polbit Esport League uda mi się pobić ten świetny rezultat? (śmiech)

Karol (tor 4) uwielbia rywalizację

Prywatnie też zdarza Ci się streamować. W jakie gry lubisz grać?
Karol: Tak, to prawda. Prywatnie streamuję, ale w bardzo nieregularnych odstępach. Lenistwo w tym przypadku robi swoje. Bardzo lubię gry muzyczne, stąd Osu! jest u mnie najpopularniejszą grą pdoczas transmisji. Ponadto League of Legends, Counter-Strike: Global Offensive czy Rocket League. Bardzo lubię też Battlerite oraz Battlerite Royale. Mam nadzieję, że ta gra wreszcie przedostanie się do szerszego grona odbiorców.

Czy trzeba być dobrym graczem, aby komentować rozgrywki profesjonalistów?
Karol: Powinno się być dobrym graczem, jeżeli ma się czas by grać! (śmiech) Czasami jednak można znać grę na wylot, ale być słabym mechanicznie graczem – przez co nie osiągamy progresu w grze, ale wiemy o danym tytule wszystko. W momencie kiedy dużo ogląda się i komentuje profesjonalnych rozgrywek to mamy możliwość oglądania w akcji najlepszych z najlepszych – nierzadko prawdziwych zawodowców. Wtedy też powinniśmy się uczyć jak grać i na podstawie obserwacji wyciągać wnioski. Jak grają? Co robią, że stają się lepsi? Dlaczego zrobili to tak, a nie inaczej? Mnóstwo pytań i możliwości by stać się lepszym. Jeżeli będziemy w stanie wdrożyć w życie zaobserwowane strategie czy taktyki to potem automatycznie stajemy się lepsi, a nasza rozgrywka ulega automatycznej poprawie. Doskonałym przykładem może być Martin “Deficio” Lynge – który nim stał się pełnoprawnym komentatorem to grał jako profesjonalny zawodnik w Copenhagen Wolves czy Ninjas in Pyjamas. Bycie profesjonalnym graczem w przypadku analityka, badź komentatora daje naprawdę dużo – mamy wtedy potrzebną wiedzę, aby tłumaczyć widzom nawet najbardziej skomplikowane zagrania.

Czy widzisz siebie w przyszłości jako zawodowego komentatora czy zamierzasz to traktować jako hobby? Co by musiało się zmienić byś mógł potraktować to jako pracę?
Karol: Bardzo chciałbym widzieć taki scenariusz! Jednak “ostrożnie z tą pasją”, bo póki traktujemy ją jako dodatek, a nie codzienną rutynę to jest ok – gdy staje się ona naszym obowiązkiem to wszystko może się przewartościować. Oczywiscie, pracować w zawodzie który się kocha jest rzeczą świetną, ale nie chcę doprowadzić do sytuacji w której będę chciał odpocząć od tego co tak uwielbiam. Ten ciągły głód i pragnienie komentowania kolejnych turniejów jest bardzo motywujące. Mimo wszystko jeżeli rozwinie się to w taki sposób, że będę mógł na tym zarabiać przyzwoite pieniądze i nie będzie mi potrzebna żadna dodatkowa praca to kto wie, czas pokaże. Póki co zapraszam do zapoznania się z przemówieniem Bartka Kozielskiego na TED, właśnie o pasji i pracy.

Jaka była Twoja najzabawniejsza sytuacja podczas komentowania meczy? Czy byłbyś mi ją w stanie pokrótce opisać?
Karol: Najzabawniej jest, gdy podczas komentowania samemu zaczynasz popełniać błędy stylistyczne i może wyjść z tego naprawdę śmieszny potworek. Ja sam miałem kilka takich sytuacji na które zawsze reagowałem śmiech. Bo jak można inaczej – niż właśnie śmiechem – zareagować na “remis wynikowy”? (śmiech) Jak masz wpadkę to widzowie błyskawicznie będą w stanie Ci ją wytknąć. To są dla mnie najzabawniejsze sytuacje.